Link 15.11.2008 :: 18:43 Napisz(0)
Rozdział trzeci
Herbatka u konsula
Moje pierwsze dni w Chinach zlewają się w jedno mgliste wspomnienie. Pamiętam, że po wyjściu z lotniska, dokładnie tak, jak w którejś z książek, uderzyła mnie fala ciepła. A właściwie duchoty. I ci ludzie. Wszędzie, w każdym miejscu, o każdej porze ludzie. Ludzie, którzy mieli inny zapach. Mili i nieuprzejmi, złośliwi i przyjaźni. Ale zawsze, już do końca pobytu, z otworzonymi ustami, z wbitym wzrokiem, zdziwieni widokiem człowieka o innych oczach. Pamiętam też, że pierwszego dnia wieczorem, kiedy dopadło mnie zmęczenie, zaczęłam się zastanawiać: po co ja tu właściwie przyjechałam. Minęło to następnego dnia, zaraz po przebudzeniu.
Ale nie o Chinach i Chińczykach ja chciałam pisać, choć to przecież nierozerwalne, bo tam się to wszystko zdarzyło, w upale prawie czterdziestostopniowym. Tam ten „amok”, bo jak to inaczej nazwać, mnie dopadł i być może do dziś nie opuścił.
Kiedy już przyzwyczaiłam się do nowego miejsca, kiedy przestałam dostrzegać odmienność ich oczu i zaczęłam rozpoznawać rysy ich twarzy, postanowiłam opuścić moje gniazdko w Szanghaju i wyjechać na kilka dni w góry. Był to mój pierwszy samotny wyjazd. Niedaleko, bo tylko dwanaście godzin zwykłym pociągiem, ale pamiętny, bo pierwszy raz, jeszcze bardzo słabo mówiąc po chińsku, opuściłam wielką, nowoczesną metropolię i zdałam się na łaskę i niełaskę ludzi z prowincji. (...) Gdy już wrzuciliśmy nasze głosy, zaproszono nas na herbatkę.
Kto by pomyślał, że właśnie wtedy, na herbatce po wyborach? Kto mógłby wymyślić taki scenariusz, kiedy to ja jedną nogą jeszcze po górskich schodach się wspinam, a drugą na herbatkę z uśmiechem w przepaść lecę?
Siedział tam rozparty na fotelu, już od dłuższego czasu w Chinach przebywał. Pewny siebie, uprzejmy, tajemniczy i można nawet z pewną przesadą rzec piękny. Ile to kobiet przede mną, poznając jakiegoś mężczyznę, myślało, że oto odkrywa nowe horyzonty, by dopiero po pewnym czasie przekonać się, że są tylko jedną z tuzina im podobnych? Ilu mężczyzn dało się zwieść niewinnym uśmiechom nieznajomej i jak wielkie musiało być ich zdumienie, gdy nagle dostrzegali, że nie są jedynymi?
W każdym bądź razie siedział tam i sączył herbatkę i, krótko mówiąc, bardzo mnie zainteresował. Zapomniałam w tym momencie o swoich przedwyjazdowych postanowieniach i pogrążyłam się w miłej, choć całkiem powszedniej, pogawędce. On także wydawał się być zainteresowany moją osobą. Kiedy opowiedziałam mu jaką męką było dla mnie chodzenie po schodach w górach w tłumie ludzi, których to bardziej interesowała moja osoba niż piękne zadymione Góry Żółte, „bo jesteś ładna” mruknął tylko uważnie mi się przyglądając. (...)Po herbatce wszyscy razem wyszliśmy. Kiedy wyprzedzili mnie na schodach, usłyszałam jak pytał Mariana czy jestem jego dziewczyną. „Nie - odrzekł Marian na to. - Ona mnie nienawidzi!”
(...)
Next Previous