<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:syn="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><channel><title>traveller.fotolog.pl</title><link>http://traveller.fotolog.pl</link><description>traveller.fotolog.pl</description><item><title>Rozdzial piaty</title><link>http://traveller.fotolog.pl/rozdzial-piaty,1741500,link.html</link><description><![CDATA[<h4 align=center>RozdziaĹ piÄty<br>Grube ryby i inni faceci</h4>
<h5 align=justify>
	





Czas mijaĹ... KĹamstwem by byĹo powiedzieÄ, Ĺźe po nocach ĹniĹam o tym nowopoznanym nieznajomym. ByĹam zbyt zajÄta wieloma innymi sprawami. Nowe miejsce, nowi ludzie. MiaĹam jednak jakÄĹ nie do koĹca uĹwiadamianÄ pewnoĹÄ, Ĺźe jeszcze siÄ kiedyĹ spotkamy. Czasami tylko, przez dziwne zbiegi okolicznoĹci, przypominaĹam sobie o jego istnieniu. Raz na przykĹad, kiedy to Marian, oznajmiĹ mi, Ĺźe oto wĹaĹnie Mateusz zĹoĹźy mu dziĹ wizytÄ. Mateusz siÄ nie pojawiĹ, nie zadzwoniĹ nawet, by wytĹumaczyÄ siÄ ze swej nieobecnoĹci, a Ĺźycie i tak toczyĹo siÄ dalej.<br>
Do drugiego spotkania o maĹy wĹos by nie doszĹo. Marian, pewnie zastanawiajÄc siÄ czy to w ogĂłle zrobiÄ w ostatniej chwili poinformowaĹ mnie o pewnych targach. Sam nie do koĹca wiedziaĹ, po co tam wĹaĹciwie idziemy. ByĹo to jednak jakieĹ nowe doĹwiadczenie. Na miejscu okazaĹo siÄ, Ĺźe mamy tam reprezentowaÄ pewnÄ firmÄ, o ktĂłrej istnieniu nigdy wczeĹniej nie sĹyszeliĹmy. Posadzono nas za stoĹem, a my tamujÄc Ĺmiech i zaĹźenowanie udawaliĹmy, Ĺźe znamy siÄ na ryboĹĂłwstwie. Jak bardzo zdziwieni musieli byÄ ci ChiĹczycy,  kiedy gdy dawali nam swoje wizytĂłwki, nie otrzymali nic w zamian. W kraju, gdzie nawet taksĂłwkarze czy sprzedawcy nielegalnych CD je majÄ! <br>
Wtedy go dostrzegĹam. Podobnie jak my siedziaĹ za ktĂłrymĹ ze stoĹĂłw pochĹoniÄty rozmowÄ z potencjalnymi klientami. Jak siÄ pĂłĹşniej okazaĹo reprezentowaĹ tam swojÄ firmÄ. ByĹo to dla mnie duĹźym zaskoczeniem. Nigdy jakoĹ nie paĹaĹam wielkÄ miĹoĹciÄ do biznesmenĂłw. ZnaĹam trochÄ to Ĺrodowisko i nie budzili we mnie zbyt wielkiego zaufania. MoĹźe to kolejne bĹÄdne przekonanie, ktĂłrego siÄ zbyt kurczowo trzymaĹam, ale wiÄkszoĹci z nich, z paroma wyjÄtkami, nie uwaĹźaĹam teĹź za zbyt ciekawych ludzi. CĂłĹź, mieli ĹźyĹkÄ do interesĂłw, na tym siÄ Ĺwietnie znali, ale poza dobrymi garniturami, samochodami i innymi gadĹźetami nie mieli do zaoferowania nic wiÄcej. I ta ich dobijajÄca pewnoĹÄ siebie, ktĂłrÄ zyskiwali dziÄki posiadanym pieniÄdzom i wszystkim rzeczom, ktĂłre siÄ z nimi wiÄzaĹy. Tak, wiÄc o ile wiÄkszoĹÄ kobiet sĹowo biznesmen mogĹo przyprawiÄ o drĹźenie serca, to mnie wrÄcz odwrotnie. Ĺťycie lubi jednak pĹataÄ nam figle.<br>
Wtedy teĹź dostrzegĹam u niego pewnÄ cechÄ, ktĂłra wtedy jeszcze budziĹa we mnie swoistÄ ciekawoĹÄ i zadziwienie, a ktĂłra dopiero pĂłĹşniej, w jakĹźe innych juĹź okolicznoĹciach, miaĹa mi siÄ daÄ we znaki i byÄ moĹźe przyczyniĹa siÄ do pewnego rozstrojenia nerwowego. ByĹ to albo rodzaj ucieczki, unikania konfrontacji, w stosunku do osĂłb, ktĂłre sÄ lub staĹy siÄ w jakiĹ sposĂłb dla niego bezuĹźyteczne czy teĹź niewygodne, albo teĹź moĹźe coĹ z pozy gwiazdora, ktĂłry tak jest rozrywany, Ĺźe nie moĹźe wszystkim poĹwiÄciÄ swego, jakĹźe juĹź skurczonego do minimum czasu. Pewien ChiĹczyk podszedĹ do mnie i zapytaĹ czy mogÄ mu poĹwiÄciÄ trochÄ czasu, bo tamten pan (miaĹ na myĹli Mateusza) mĂłwi mu ciÄgle &#8222;za chwilÄ, za chwilÄ&#8221;, ale czeka juĹź tak dĹugo, Ĺźe nie sÄdzi, Ĺźeby ta chwila kiedyĹ nadeszĹa. Nie byĹoby moĹźe w tym nic dziwnego, gdyby dotyczyĹo to jednej osoby, ale z tego, co zauwaĹźyĹam nie byĹa to jedyna odsyĹana przez &#8222;biznesmena&#8221; Mateusza zdenerwowana ofiara. Kiedy zwrĂłciĹam mu na to uwagÄ, rozeĹmiaĹ siÄ, machnÄĹ rÄkÄ i mruknÄĹ coĹ pod nosem. Jak juĹź wspomniaĹam, wĂłwczas jednak, poza wywoĹaniem pewnego zadziwienia, gdyĹź byĹo to coĹ, co nie do koĹca mogĹam pojÄÄ, nie zrobiĹo to na mnie wiÄkszego wraĹźenia. ZresztÄ ja wtedy, albo tak mi siÄ tylko wydawaĹo, nie naleĹźaĹam jeszcze do osĂłb, ktĂłre w ten sposĂłb byĹy przez niego traktowane. &#8222;KoĹo mnie siÄ&#8221; przecieĹź nawet &#8222;przyjemnie szĹo&#8221;. WidzieliĹmy siÄ dopiero drugi raz w Ĺźyciu, nie byĹo Ĺźadnego powodu. Nie byĹam natrÄtna, nie narzucaĹam mu swojej osoby, sam raczej szukaĹ mojego towarzystwa. <br>
Po uroczystym obiedzie, wyszliĹmy z hotelu i poszliĹmy razem w stronÄ metra rozmawiajÄc o naszych wraĹźeniach na temat Chin i Szanghaju. Nagle Marian poczuĹ siÄ zobowiÄzany poinformowaÄ Mateusza, Ĺźe jeden bogaty student z Japonii przychodzi do mojego pokoju, kĹadzie siÄ na ĹĂłĹźku i mĂłwi, Ĺźe bÄdzie u mnie spaĹ. ChodziĹo o naszego kolegÄ z klasy. Aki, bo tak miaĹ na imiÄ, z pewnoĹciÄ mnie lubiĹ. Kiedy przyjechaĹam do Chin prowadzaĹ siÄ z ĹadnÄ, energicznÄ JaponkÄ z pieprzykami. W pewnym momencie jednak ich stosunki siÄ oziÄbiĹy. Pewnego dnia, gdy w przerwie miÄdzy lekcjami staliĹmy w kilka osĂłb pod salÄ rozbawieni, zjawiaĹa siÄ Ginko. StanÄĹa miÄdzy nami i bez sĹowa wyjaĹnienia walnÄĹa Akiego w policzek. Kiedy odeszĹa, jak gdyby nigdy nic wrĂłciliĹmy, w tym rĂłwnieĹź Aki, do przerwanej rozmowy. Nie wiem co byĹo powodem takiego zachowania Japonki. Pewnie zazdroĹÄ w stosunku do mojej osoby, poniewaĹź Aki raczej nie ukrywaĹ swojej sympatii do mnie. Od tamtej pory, choÄ nic siÄ nigdy miÄdzy mnÄ a Akim nie zdarzyĹo, wrÄcz przeciwnie zajÄĹ siÄ na jakiĹ czas biuĹciastÄ UkrainkÄ, staĹam siÄ jej najwiÄkszym wrogiem. Po prostu mnie znienawidziĹa i przy kaĹźdej okazji, w doĹÄ zabawny sposĂłb okazywaĹa swojÄ niechÄÄ do mojej osoby. NienawiĹÄ swojÄ kierowaĹa nie do tej osoby, co trzeba - jak to zwykle w takich sytuacjach bywa - bo to nie ja w koĹcu skradĹam wzglÄdy chĹopaka. Nawet nie prĂłbowaĹam. W tamtym okresie wraz z dwoma przesympatycznymi Koreankami, z ktĂłrymi siÄ potem zaprzyjaĹşniĹam, nadaĹa mi przydomek &#8222;Nai nai&#8221;, czyli babcia. ByĹam od nich o parÄ lat starsza. Kiedy tylko zjawiaĹam siÄ na stoĹĂłwce z odlegĹego kraĹca pomieszczenia dobiegaĹ mnie basowy gĹos Koreanki Mei Ai: Nai nai! nai nai! Przydomek ten rozĹmieszaĹ mnie jednak nie mniej niĹź miny strojone na mĂłj widok przez Ginko. <br>
WrĂłÄmy jednak do stacji metra. Kiedy Mateusz to usĹyszaĹ spojrzaĹ na mnie badawczo i zapytaĹ czy nie mam ochoty zwiÄzaÄ siÄ z tym JapoĹczykiem. &#8222;Za mĹody&#8221;, mruknÄĹam i wsiedliĹmy do metra, ktĂłre wĹaĹnie podjechaĹo.
I to spotkanie, znĂłw zupeĹnie przypadkowe, nie zmieniĹo zbyt wiele w mym dotychczasowym trybie Ĺźycia. Owszem, na chwilÄ moja rĂłwnowaga zostaĹa zachwiana, ale nadal cierpliwie czekaĹam na to, co siÄ dopiero wydarzy. Bo niewÄtpliwie, wiedziaĹam to z caĹÄ pewnoĹciÄ, nie byĹo to chwilowe zauroczenie, ktĂłre, kiedy siÄ nic jeszcze nie zaczÄĹo, tak oto nagle, bez Ĺźadnego ciÄgu dalszego, miaĹo umrzeÄ. WiedziaĹam teĹź, Ĺźe gdyby tylko nadarzyĹa siÄ sposobnoĹÄ, to nic nie byĹoby w stanie powstrzymaÄ ani jego, ani mnie, przed zrobieniem nastÄpnego kroku, ku wiÄkszej intymnoĹci. Nie robiĹam jednak nic, by go odnaleĹşÄ, spotkaÄ siÄ czy w jakikolwiek sposĂłb nawiÄzaÄ z nim kontakt. ZostawiaĹam to caĹkowicie w rÄkach losu, by dopiero potem wziÄÄ to w swoje rÄce. On teĹź mnie nie szukaĹ. ZresztÄ, o czym Ĺaskawie poinformowaĹ mnie Marian, on byĹ juĹź, podobnie jak sam Marian i wielu innych PolakĂłw, z ktĂłrych kaĹźdemu zdawaÄ siÄ mogĹo, Ĺźe sÄ niezwykle oryginalni w swoich gustach, zwiÄzany z jakÄĹ JaponkÄ. Z JaponkÄ, ktĂłrej nikt nigdy nie widziaĹ.
</h5>





]]></description><pubDate>Tue, 20 Jan 2009 18:26:20 +0100</pubDate><guid>http://traveller.fotolog.pl/rozdzial-piaty,1741500,link.html</guid></item><item><title>2008-11-15 18:43</title><link>http://traveller.fotolog.pl/1689372,link.html</link><description><![CDATA[<h3 align=center>RozdziaĹ trzeci <br>Herbatka u konsula</h3>

<a href="http://img360.imageshack.us/my.php?image=image1cm6.jpg" target="_blank"><img src="http://img360.imageshack.us/img360/8311/image1cm6.th.jpg" border="0"/></a>
<h4 align=justify>Moje pierwsze dni w Chinach zlewajÄ siÄ w jedno mgliste wspomnienie. PamiÄtam, Ĺźe po wyjĹciu z lotniska, dokĹadnie tak, jak w ktĂłrejĹ z ksiÄĹźek, uderzyĹa mnie fala ciepĹa. A wĹaĹciwie duchoty. I ci ludzie. WszÄdzie, w kaĹźdym miejscu, o kaĹźdej porze ludzie. Ludzie, ktĂłrzy mieli inny zapach. Mili i nieuprzejmi, zĹoĹliwi i przyjaĹşni. Ale zawsze, juĹź do koĹca pobytu, z otworzonymi ustami, z wbitym wzrokiem, zdziwieni widokiem czĹowieka o innych oczach. PamiÄtam teĹź, Ĺźe pierwszego dnia wieczorem, kiedy dopadĹo mnie zmÄczenie, zaczÄĹam siÄ zastanawiaÄ: po co ja tu wĹaĹciwie przyjechaĹam. MinÄĹo to nastÄpnego dnia, zaraz po przebudzeniu.<br>
Ale nie o Chinach i ChiĹczykach ja chciaĹam pisaÄ, choÄ to przecieĹź nierozerwalne, bo tam siÄ to wszystko zdarzyĹo, w upale prawie czterdziestostopniowym. Tam ten &#8222;amok&#8221;, bo jak to inaczej nazwaÄ, mnie dopadĹ i byÄ moĹźe do dziĹ nie opuĹciĹ. <br>
	Kiedy juĹź przyzwyczaiĹam siÄ do nowego miejsca, kiedy przestaĹam dostrzegaÄ odmiennoĹÄ ich oczu i zaczÄĹam rozpoznawaÄ rysy ich twarzy, postanowiĹam opuĹciÄ moje gniazdko w Szanghaju i wyjechaÄ na kilka dni w gĂłry. ByĹ to mĂłj pierwszy samotny wyjazd. Niedaleko, bo tylko dwanaĹcie godzin zwykĹym pociÄgiem, ale pamiÄtny, bo pierwszy raz, jeszcze bardzo sĹabo mĂłwiÄc po chiĹsku, opuĹciĹam wielkÄ, nowoczesnÄ metropoliÄ i zdaĹam siÄ na ĹaskÄ i nieĹaskÄ ludzi z prowincji. (...) Gdy juĹź wrzuciliĹmy nasze gĹosy, zaproszono nas na herbatkÄ. 
Kto by pomyĹlaĹ, Ĺźe wĹaĹnie wtedy, na herbatce po wyborach? Kto mĂłgĹby wymyĹliÄ taki scenariusz, kiedy to ja jednÄ nogÄ jeszcze po gĂłrskich schodach siÄ wspinam, a drugÄ na herbatkÄ z uĹmiechem w przepaĹÄ lecÄ? 
SiedziaĹ tam rozparty na fotelu, juĹź od dĹuĹźszego czasu w Chinach przebywaĹ. Pewny siebie, uprzejmy, tajemniczy i moĹźna nawet z pewnÄ przesadÄ rzec piÄkny. Ile to kobiet przede mnÄ, poznajÄc jakiegoĹ mÄĹźczyznÄ, myĹlaĹo, Ĺźe oto odkrywa nowe horyzonty, by dopiero po pewnym czasie przekonaÄ siÄ, Ĺźe sÄ tylko jednÄ z tuzina im podobnych? Ilu mÄĹźczyzn daĹo siÄ zwieĹÄ niewinnym uĹmiechom nieznajomej i jak wielkie musiaĹo byÄ ich zdumienie, gdy nagle dostrzegali, Ĺźe nie sÄ jedynymi? <br>
W kaĹźdym bÄdĹş razie siedziaĹ tam i sÄczyĹ herbatkÄ i, krĂłtko mĂłwiÄc, bardzo mnie zainteresowaĹ. ZapomniaĹam w tym momencie o swoich przedwyjazdowych postanowieniach i pogrÄĹźyĹam siÄ w miĹej, choÄ caĹkiem powszedniej, pogawÄdce. On takĹźe wydawaĹ siÄ byÄ zainteresowany mojÄ osobÄ. Kiedy opowiedziaĹam mu jakÄ mÄkÄ byĹo dla mnie chodzenie po schodach w gĂłrach w tĹumie ludzi, ktĂłrych to bardziej interesowaĹa moja osoba niĹź piÄkne zadymione GĂłry ĹťĂłĹte, &#8222;bo jesteĹ Ĺadna&#8221; mruknÄĹ tylko uwaĹźnie mi siÄ przyglÄdajÄc. (...)Po herbatce wszyscy razem wyszliĹmy. Kiedy wyprzedzili mnie na schodach, usĹyszaĹam jak pytaĹ Mariana czy jestem jego dziewczynÄ. &#8222;Nie - odrzekĹ Marian na to. - Ona mnie nienawidzi!&#8221;
(...) </h4>







]]></description><pubDate>Sat, 15 Nov 2008 18:43:13 +0100</pubDate><guid>http://traveller.fotolog.pl/1689372,link.html</guid></item><item><title>2008-11-13 22:03</title><link>http://traveller.fotolog.pl/1688076,link.html</link><description><![CDATA[<h3 align=center>RozdziaĹ pierwszy <br>W mieĹcie Tai PanĂłw </h3>
<a target='_blank' title='ImageShack - Image And Video Hosting' href='http://imageshack.us/'><img src='http://img185.imageshack.us/img185/7837/image3jz1.jpg' border='0'/></a>
<h4 align=justify>
Miasto przypomina wielkie, nowoczesne centrum handlowe, rozĹoĹźone wzdĹuĹź ciÄgnÄcych siÄ kilometrami ulic. MĹodzieĹź, ktĂłra przechadza siÄ po najbardziej znanych ulicach ubrana jest w najmodniejsze, Ĺwiatowej sĹawy projektantĂłw stroje, ktĂłre czasami wyglÄdajÄ jak koncertowe kreacje amerykaĹskich gwiazd pop, a nie ubrania uĹźytku codziennego. Jednak w otoczeniu jasno oĹwietlonych, futurystycznych budynkĂłw osoby tak wystrojone nie stanowiÄ dysonansu, wrÄcz przeciwnie bardzo dobrze wkomponowujÄ siÄ w to zabarwione orientalnÄ popkulturÄ otoczenie i wraz ze wszystkim naokoĹo tworzÄ przedziwnÄ mieszankÄ orientu z zachodem. Trzeba przyznaÄ, Ĺźe ma to swĂłj niezaprzeczalny urok. </h4>
<h4 align=justify>
Szanghajczycy, z nie do koĹca zrozumiaĹych powodĂłw, majÄ o sobie bardzo wysokie mniemanie. Samo miasto raczej nie sĹynie ani z jakiĹ niezwykĹych zabytkowych budowli i dzielnic (za wyjÄtkiem starej, turystycznej dzielnicy Yu Yuan), ani nie zasĹuĹźyĹo jeszcze na miano oĹrodka kultury. Co wiÄc stwarza magiÄ tego miasta? MoĹźe setki kapiÄcych od luksusu sklepĂłw, moĹźe kosmiczne, coraz Ĺmielsze budowle, uĹźytkowe zastosowanie najnowszych technologii czy rozĹoĹźysta pajÄczyna metra. Albo teĹź najszybszy pociÄg na Ĺwiecie, jeden z najwyĹźszych budynkĂłw Ĺwiata, przemysĹ filmowy, kuchnie Ĺwiata, kluby, dyskoteki, teatry. Czy teĹź wszechobecne ĹwiatĹa i neony. A moĹźe coĹ zupeĹnie ulotnego, niedostrzegalnego goĹym okiem, jak na przykĹad zapach pieniÄdza. Jedno jest pewne w tym mieĹcie stawia siÄ na to, co nowe. To co stare i niezbyt wygodne jest, bez zbÄdnych sentymentĂłw, burzone i zastÄpowane czy to nowym pasmem autostrady, czy nowÄ liniÄ metra czy teĹź jakimĹ kosmicznym budynkiem. WokĂłĹ ma byÄ piÄknie, wygodnie, nowoczeĹnie. 
Nie dziwi wiÄc, Ĺźe ChiĹczycy z innych prowincji, mimo nieukrywanej niechÄci do SzanghajczykĂłw, tĹumnie zmierzajÄ do tego miasta marzeĹ w poszukiwaniu lepszego Ĺźycia. Szacuje siÄ, Ĺźe miasto ma okoĹo 15 milionĂłw staĹych mieszkaĹcĂłw, ale liczba ta w ciÄgu dnia, za sprawÄ ludzi z prowincji, zwiÄksza siÄ podobno nawet do 20 milionĂłw.</h4>
<h4 align=justify>
Szanghaj przyciÄga nie tylko ChiĹczykĂłw, ale podobnie jak na przeĹomie XIX i XX wieku rĂłwnieĹź rzesze cudzoziemcĂłw....</h4>
<h4 align=justify>
Duchy Tai PanĂłw i opary opium wciÄĹź siÄ unoszÄ nad tym miastem. WspĂłĹczesny Tai Pan nie musi byÄ jednak szczegĂłlnie bogaty, ani piÄkny, ani mĹody. Wystarczy, Ĺźe jest biaĹy, aby bez trudu znalazĹ mĹodÄ, skoĹnookÄ, cukierkowÄ dziewczynÄ, o jakiej marzy tysiÄce mÄĹźczyzn na caĹym Ĺwiecie. I ktĂłrej gĹĂłwnÄ zaletÄ, poza egzotycznÄ urodÄ, jest to Ĺźe, wychowana w duchu ogromnej rywalizacji, dobrze radzi sobie w Ĺźyciu, a przede wszystkim dobrze liczy pieniÄdze. (...) JeĹli zaĹ Tai Pan jest w miarÄ przystojny i do tego mĹody, to staje siÄ wĂłwczas prawie bogiem w ludzkiej skĂłrze w tym zlaicyzowanym Ĺwiecie, gdzie konsumpcjonizm i cyfra 8, symbolizujÄca pieniÄdze, staĹy siÄ wartoĹciÄ nadrzÄdnÄ i motorem wszystkich dziaĹaĹ. Spojrzenia przechodniĂłw natomiast, oprĂłcz zwykĹego zadziwienia odmiennoĹciÄ, bÄdÄ emanowaÄ rĂłwnieĹź podziwem i zazdroĹciÄ. Dla takiego Tai Pana otworzyĹ siÄ bowiem raj ziemskich rozkoszy zmysĹowych. On to wie i oni to wiedzÄ (choÄ w gĹÄbi duszy, za przyklejonymi uĹmiechami, wielu z nich bÄdzie uwaĹźaÄ go za gĹupca). MoĹźe przebieraÄ do woli w rĂłĹźnokolorowym tĹumie dziewczÄt, ktĂłre odurzone powietrzem, w magiczny sposĂłb nadal przesiÄkniÄtym &#8222;opium&#8221; szybko dadzÄ siÄ uwieĹÄ. Nawet jeĹli nie jest zbyt zamoĹźny, to tu, gdzie siĹa robocza jest tak tania i dziÄki temu wszelakie produkty moĹźna kupiÄ za bezcen, bÄdzie mĂłgĹ pozwoliÄ sobie na fanaberie, na ktĂłre nie byĹoby go byÄ moĹźe staÄ we wĹasnym kraju. Zawsze bÄdzie przecieĹź o wiele bogatszy od przeciÄtnego mieszkaĹca Chin. Co wiÄcej taki Tai Pan moĹźe bez trudu naprawdÄ staÄ siÄ gwiazdÄ reklamujÄc czy to bieliznÄ mÄskÄ, czy nawet garnitury, albo chociaĹźby statystujÄc w filmach. </h4>
<h4 align=justify>
Ten caĹy blichtr, toksyczny powiew wielkiego Ĺwiata, moĹźe w jednej chwili prysnÄÄ jak baĹka. Wystarczy po prostu wrĂłciÄ do swojego kraju, gdziekolwiek by on nie byĹ. A wtedy z tym wiÄkszym Ĺźalem i trudem trzeba bÄdzie znosiÄ szarÄ powszednioĹÄ Ĺźycia. </h4>
<h4 align=justify>
ZamkniÄci pod bezpiecznym kloszem cudzoziemcy nie zdajÄ sobie lub nie chcÄ zdawaÄ sprawy z dramatĂłw, jakie rozgrywajÄ siÄ po drugiej stronie szyby. Za kloszem, oprĂłcz wszechobecnych, nÄcÄcych neonĂłw i ĹwiateĹ, jest rĂłwnieĹź ogromna bieda i bezdomnoĹÄ ludzi, ktĂłrzy zostali przywabieni obietnicÄ lepszego Ĺwiata, operacje plastyczne, jedynie po to, by upodobniÄ siÄ do modelek z zachodu, przymusowe aborcje, aids, syfilis itd. O tym jednak Tai Pan nie usĹyszy, nikt mu tego nie pokaĹźe - tu ludzie od lat byli uczeni, Ĺźe milczenie jest drogÄ do sukcesu, albo przynajmniej do spokojnego Ĺźycia. A Tai Pan przecieĹź ma pokochaÄ ten iluzoryczny, stworzony ku jego uciesze, Ĺwiat. I z pewnoĹciÄ pokocha. BÄdzie nawet za nim tÄskniĹ. A gdy ktoĹ mu zada pytanie, ktĂłre zadaje piÄkna dziewczyna z plakatu rozwieszonego po klubach: Have you been Shanghaied?, to nie bÄdzie mĂłgĹ powiedzieÄ, Ĺźe nie. Niewiele jest chyba takich osĂłb, ktĂłre nie daĹy siÄ uwieĹÄ toksycznej atmosferze tego miasta i urokom takiego Ĺźycia. BÄdÄ go poiÄ nieznoĹnÄ chiĹskÄ wĂłdkÄ, serwowaÄ piÄkne dziewczyny na deser, wsadzÄ go do opĹywajÄcego w luksusy getta, stworzÄ maĹy Ĺwiatek podobny do tego z rodzinnego kraju i dadzÄ Ĺatwo zarobiÄ pieniÄdze, byleby tylko zostaĹ jak najdĹuĹźej i nieĹwiadomie pomagaĹ w budowaniu nowoczesnej potÄgi. (...)
</h4>




]]></description><pubDate>Thu, 13 Nov 2008 22:03:54 +0100</pubDate><guid>http://traveller.fotolog.pl/1688076,link.html</guid></item><item><title>ksiazka</title><link>http://traveller.fotolog.pl/ksiazka,1688054,link.html</link><description><![CDATA[<h5 align center>Quoth she 'Before you tumbled me,<br>
You promised me to wed'.<br>
So would I 'a' done, by yonder sun,<br>
An thou hadst not come to my bed.<br>
William Shakespeare, Hamlet, Akt IV, scena 5</h5>

<h3 align=center>Wprowadzenie</h3>
<a target='_blank' title='ImageShack - Image And Video Hosting' href='http://imageshack.us/'><img src='http://img227.imageshack.us/img227/763/image1ii5.jpg' border='0'/></a>
<h4 align=justify>
Czy nie zastanawiaĹo was kiedyĹ, jak przypadkiem usĹyszane lub bez namysĹu wypowiedziane zdanie; albo sytuacja, do ktĂłrej nie przywiÄzuje siÄ wagi, i o ktĂłrej zaraz siÄ zapomina, po pewnym czasie, w zupeĹnie nieoczekiwanym miejscu okazuje siÄ czymĹ, co miaĹo jakiĹ sens w tej caĹej ukĹadance, jakÄ jest Ĺźycie? Dopiero wtedy zaczynamy siÄ nad tÄ caĹkiem bĹahÄ sprawÄ zastanawiaÄ. MoĹźemy nawet dojĹÄ do wniosku, Ĺźe byĹo to jakieĹ preludium czy teĹź znak od losu, ktĂłry ma nas przygotowaÄ do czegoĹ o wiele bardziej istotnego. Do czegoĹ, co ma siÄ dopiero zdarzyÄ...</h4>
<h4 align=justify>Kiedy byĹam w liceum, znajomi zapytali mnie, co chcÄ robiÄ po maturze. &#8222;PojadÄ do Chin&#8221;, powiedziaĹam. UĹmiechnÄli siÄ tylko pobĹaĹźliwie. Mieli racjÄ. Wtedy... Kilka lat pĂłĹşniej jednak, przytrafiĹa mi siÄ okazja wyjazdu do Chin. Rok w Szanghaju: tai chi, kung fu, opium, taoizm, Mao Tse Tung, ryba w sosie sĹodko-kwaĹnym. Tyle wiedziaĹam o Chinach. Mistyka, mundurki, pagody. Co tam jeszcze? Tian An Men, Zakazane Miasto, mur chiĹski. No i oczywiĹcie opera pekiĹska! Jak mogĹam zapomnieÄ?! Opera pekiĹska, ktĂłrÄ kiedyĹ w liceum oglÄdaĹam przez trzy dni. W Chinach natomiast ani razu.</h4>
<h4 align=justify>Chiny, ktĂłre miaĹam poznaÄ bardzo rĂłĹźniĹy siÄ od moich wyobraĹźeĹ. Gdybym wiedziaĹa wtedy, jakie bÄdÄ te moje Chiny....mĂłj Szanghaj.... Gdybym wiedziaĹa&#8230;
Ten wyjazd spadĹ mi z nieba. ByĹ dla mnie ucieczkÄ. UciekaĹam przed niespeĹnionym uczuciem; przed romansem, ktĂłry do niczego dobrego nie prowadziĹ. UciekaĹam przed szarÄ rzeczywistoĹciÄ, w ktĂłrej nie za bardzo mogĹam znaleĹşÄ sobie miejsca. (...)</h4>]]></description><pubDate>Thu, 13 Nov 2008 21:49:08 +0100</pubDate><guid>http://traveller.fotolog.pl/ksiazka,1688054,link.html</guid></item></channel></rss>

